Wednesday, 27 March 2013

27.03.2013

Ok, sprawa wygląda następująco:
Miałam dwa pomysły na tego bloga ( właściwie to trzy)- miałam pisać o modzie albo o swoim depresyjno-doliniarskim życiu bezrobotnej kobiety  na obczyźnie; Aha no i chciałam pisać po angielsku na wypadek gdybym właściwie miała jakiś obserwatorów. Jednak  ostatecznie zdecydowałam się pisać po Polsku ( może założę drugiego bloga z "the bes of.." po angielsku;) Obserwując blogi modowe doszłam do wniosku, że robienie sobie zdjęć w wybranych stylizacjach nie jest jak narazie w moim stylu, może za jakiś czas...... a co doliniarskiego życia to dzisiaj mam wyjątkowo dobry nastrój.
Postaram się jakoś to pogodzić.

 Jakiś czas temu widziałam w programie Jonathana Rossa ( od odcinka z Natalią Siwiec przestałam oglądać Kubę W. więc rekompensuje sobie innymi programami-może kiedyś rozwinę tę myśl) piękną Rosie Huntington-Whteley w zabójczych skórzanych spodniach:

Postanowiłam, że koniecznie muszę sobie takie sprawić no i .... pojawił się problem. Moje typy kosztowały zazwyczaj dwie średnie krajowe : 
Wszystkie propozycje są z http://www.net-a-porter.com/

Po miesiącach poszukiwań Tadadadadada znalazłam idealne spodnie w miarę przystępnej cenie ( akurat czy cena była przystępna to sprawa bardzo dyskusyjna) w sklepie OCHNIK ( jejeje) 
http://www.sklep.ochnik.com/spodnie-damskie-idsp024w13-2512.html

Oczywiście jak wreszcie zawitałam do Polski okazało się, że w żadnym sklepie nie ma tych spodni więc mogę czekać i zaglądać ( NIe, nie mogę zaglądać  bo nie ma mnie tu na co dzień proszę Pani). Bardzo miłe panie sprzedawczynie namówiły mnie za to na przymierzenie innych spodni również skórzanych jednak z materiałowymi elastycznymi wstawkami:
http://www.sklep.ochnik.com/spodnie-damskie-idsp017w13-2454.html

Efekt?????............Fakt, że moja figura jest bardziej anorektyczna niż kobieca nie zaniechał salcesonowatego wyglądu. Kiedyś jakaś sławna stylistka powiedziała, że w skórzanych rurkach nawet nogi Kate Moss wyglądałyby jak serdelki....obawiam się ,że miała rację wyglądałam średnio a na dodatek ubierając je i zdejmując zmęczyłam się jak nigdy w życiu i o mało nie wyrwałam szlufki. 
Potem próbowałam przymierzyć jeszcze jakieś plastikowe w Zarze, ale nie uzyskałam oczekiwanego efektu więc postanowiłam pozostać przy legginsach push up z Calzedoni- polecam gorąco:)

Miałam zamiar napisać więcej bo w sumie wydarzyło się kilka rzeczy,ale zepsuł mi się komputer i musiałam uruchomić "Złomka" , na którym wszystko się strasznie długo robi a co za tym idzie jest już późno i muszę iść na spotkanie Grupy Marketingowej w teatrze ( biznesowe spotkanie Pani bezrobotnej ;).
Ciao






SHARE:

No comments

Post a Comment

© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig