Wednesday, 24 April 2013

24.04.2013

Kilka dni temu wyciągnęłam z za Szafy stepper i sobie codziennie na nim stepuje. Ok może nie kila dni temu tylko wczoraj, ale do Wielkanocy stepowałam codziennie więc mała przerwa chyba nie zrujnuje mojego zdrowia i figury ;) W takim stepowaniu i siłowni jest jeden problem- To jest strasznie nudne. No bo jak wytrzymać tą godzinę nie robiąc nic innego. Włączam więc sobie jakieś seriale online i uskuteczniam przyjemne z pożytecznym:)
Życie serialowych bohaterów zawsze toczy się wg. jednego wkurzającego schematu.
 Każdy serial pokazuje super fajną ,ale tylko jedną dziedzinę życia traktując po macoszemu wszystkie pozostałe. Oglądając serial pokazujący zmagania grupki przyjaciół wygląda na to, że ci ludzie spędzają ze sobą całe dnie i są na woje każde zawołanie no i człowiek sobie myśli kurde też chce takich Friends; chwilę po tym leci serial przedstawiający perypetie rodzinki, która jest super zżyta, wie o sobie wszystko, rodzeństwo wspiera się w każdej dziedzinie i w ogóle jakaś utopia ( pamiętacie "7th Heaven"? uwielbiałam ten serial); potem serial o pracy typu seksowni prawnicy, lekarze lub pracownicy jakiejkolwiek jednostki, których życie zawodowe jest tak fascynujące, że od rana do wieczora realizują swoją karierę przeplatającą się intrygami, romansami etc etc. ( u mnie w prac atrakcją dnia był przyjazd Pana kuriera, albo telefon od księgowej) Aha i jeszcze moje ulubione "Gotowe na Wszystko" i ich bajowa ulica gdzie nikt nie zamyka drzwi, sąsiedzi w piżamie i z kubkiem kawy w ręku wychodzą po gazetę i pogawędzić z innymi sąsiadami a panie domu na co dzień chodzą w obcisłych kieckach i z kopertówkami pod pachą. Oczywiście wszyscy wszystko o sobie wiedzą i gotowi są oddać za siebie życie ( czy jakoś tak). Ja w Poznaniu znałam tylko jednego sąsiada Pana "Kuleczkę" z mojego piętra, który wychodził  na klatkę palić papierosy dzięki czemu wszystkim śmierdziało w mieszkaniach. Najbardziej irytujące w serialach jednak jest to ( jednocześnie za to właśnie je kocham), że problemy wyjaśniają się zanim dążą się w ogóle pojawić.
Gdybym ja była postacią takiego serialu to prawdopodobnie dwa dni po przyjeździe do Monachium poszłabym do jakiejś kafejki, usiadłabym przy stoliku obok jakiejś Pani lub Pana. Pani lub Pan słysząc, ze nie radzę sobie dobrze z niemieckim zagadali by mnie po czym pewnie okazało by się, że są wpływowymi pracownikami Bavaria Film Studios i właśnie poszukują asystentki planu filmowego a skoro tak miło się gawędzi to powinnam wpaść jutro do ich biura no i show must go on....zważywszy na fakt, że jestem tu już półtora roku to pewnie robiłabym już międzynarodową karierę u boku Tima Burtona w pracy poznałabym sto milionów wspierających przyjaciół a P. zostałby przypadkiem dyrektorem np. BMW. Prosto z pracy chodzili byśmy do jakiegoś fajnego baru na Piwo ( wraz z przyjaciółmi oczywiście ) gdzie znalibyśmy oczywiście cały personel. Kurde postanawiam, że będę żyć jak w serialu i nie będę się niczym stresować. Poczekam, aż praca sama mnie znajdzie ( mogę sobie poczekać do emerytury :()
Najważniejsze jest pozytywne nastawienie ( jeszcze kila tygodni stagnacji i eksploduje:)

Mieliśmy mieć dziś z P. nauki przedmałżeńskie, ale ksiądz nas wyrolował i pojechał gdzieś tam. Oczywiście zadzwonił do nas z informacją jak już byliśmy w drodze po czym jak zawróciliśmy staliśmy w magicznym Monachijskim korku ( gdyby to był serial to byśmy pewnie w tym korku zdążyli się z kimś zaprzyjaźnić). Krótko mówiąc fundneliśmy sobie piękne popołudnie w Aucie.
Oczywiście fotek nie zabraknie :)


















Dziś ubrała się w stylu na lizaka i mi się przypomniało, że jak byłam nastolatką to bardzo chciałam mieć różowego garbusa z wielką sztuczną landrynką na dachu, którą można by w nocy zapalać i wszyscy by widzieli mnie z daleka mając czas na ucieczkę:) 




Teraz skupiam się na wyjeździe do Polski. Dziś napisał do mnie Friend, że akurat w piątek leci z Korei i ma nockę w Munchen więc poczekamy na niego i zgarniemy go z lotnicha żeby razem przyjechać do Poz. Strasznie się cieszę bo nie widziałam się z nim od stycznia a droga z Monachium do poz to jakieś 7,5 godziny wiec będę mogła zagadać go na śmierć :) hihihih


      Nic jutro premiera w teatrze jestem strasznie ciekawa jak to wszystko wypali może z tej okazji skoczę na jakieś małe zakupy ;)
                                                                        Ciao
SHARE:

No comments

Post a Comment

© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig