Monday, 8 April 2013

I'm Back ;)

Byłam w górach , wróciłam i strasznie chciałam coś napisać, ale stwierdziłam, że wpis z ilością fotek 0 będzie mało atrakcyjny a poza tym pół wieczoru czyściłam jeden z telefonów z czekolady, która była w tej samej kieszonce przez całą drogę i rozpuściła się wypływając z papierka a co za tym idzie atakując wszystkie otworki urządzenia.
Włochy były bardzo inspirujące pod kilkoma względami, aż nie wiem od czego zacząć więc zacznę od początku ( Hah co za banał).
Na święta w tym roku jechałam z rodzinką Mojego P. i rodzicami szwagra. Wszystko było zaplanowane w sposób absolutnie perfekcyjny ( tak jak ja nigdy w życiu bym tego nie była w stanie przemyśleć) i zapowiadało się bez jakichkolwiek komplikacji. Po drodze do Livigno musieliśmy tylko odebrać coś z Lotniska i w drogę. Oczywiście na lotnisku coś się przeciągało....wygięta w pół próbowałam uciąć sobie drzemkę, ale w stojącym aucie jakoś nie śpi się tak miło jak w jadącym więc lipa. Siedzimy i siedzimy  w głowie zaczynają  pojawiać się pytania ( typu. Na co my właściwie w ogóle czekamy), no ale przesyłki to specjalność Pana Taty więc ostatecznie stwierdziłam, że nie ma co w końcu się doczekamy.
Panowie przychodzą i proszą żebym wyszła im z pomocą więc koślawie ubieram buty ( poplątały mi się sznurowadła i trwało to straaasznie długo) w końcu wykaraskałam się z autka staje ...patrzę bagażnik otwarty obok walizka, ale żadnej paczki ( od razu usprawiedliwiam się, że było wcześnie ja byłam niewyspana i trybiki po prostu nie zaskakiwały) wszyscy stoją ..Tata P. z aparatem .... o Co chodzi? ...Obok auta jakaś blond-kobita  nie wiem czy to babka z auta obok czy kto ( Boże co za wstyd) ułamek sekundy największego zmieszania w życiu Blondina do mnie "Hej Asiula" i nagle wszystko jasne ( a raczej apogeum zmieszania i zdziwienia) : MAMA ;) Tego to ja się kompletnie nie spodziewałam . P. uknuł plan zrobienia mi niespodzianki i umówił się z moją rodzicielką ukochaną, która przyleciała z Londynu żeby pobyć z nami w święta.
Dalej to już była scena w stylu TVN  lub raczej jakiś programów rodem z za oceanu Beksa poszła w wydaniu pierwszorzędnym ( tą beksę moją to powinnam opatentować) przytulasy, buziaki i co tylko. Wyjazd zmienił swój wymiar i w ogóle szok totalny.
 
Co do samych świąt w wydaniu Włoskim to na pewno było inaczej niż w domowym zaciszu  z malowaniem jaj ( dzięki, któremu człowiek idąc do święconki wstydzi się pokazać ręce) i garem żuru, ale za to byliśmy we włoskim kościele gdzie ciągle powtarzali , że Padre inpotente ; pomyślałam, że może dlatego Jezus musiał być niepokalanie poczęty;) ale Mami uświadomiła mnie, że Potente zn. potężny ( Ah mamuś ty wszystko wiesz najlepiej). A na dodatek we wcześniej już wspomnianą pełną organizację wliczało się przywiezienie takich rarytasów jak "BIAŁA" i pasztet domowej roboty (a JAK; )
 

 
Na koniec tego posta chciałabym wrzucić szybkie foto zrobione w windzie ( wszystkie fotki wrzucane na bloga są zrobione telefonami lub kamerką internetową, ale za to z pełnym entuzjazmem). Na święta zabrałam 2 sukienki. Jedna jest fajna więc może kiedyś będzie okazja o niej napisać a druga to jeden z tych ciuszków , o których myślę "Damn, co ja sobie myślałam kupując tę sukienkę". Jestem raczej praktyczną osobą i wściekam się kiedy ubrania wiszą w szafie no więc stwierdziłam , że na święta jak znalazł. (foto poniżej)
 
Może na tej focie słabo widać ,ale mam za to fajny naszyjnik i super czerwoną szminkę, którą dostałam kiedyś od Kamy. W życiu bym sobie nie kupiła takiej a cieszę się z niej jak dziecko.
Więcej o Livigno jak zjem jakiś obiad:)
 
 
SHARE:

No comments

Post a Comment

© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig