Tuesday, 16 April 2013

Looking For a JOb??

Uskuteczniam sobie ostatnio lans i bauns bezrobotnej. Wczoraj była super pogoda więc poszłam na długi spacer i Lody. W mojej okolicy są dwie super lodziarnie a w nich gelato w najróżniejszych smakach i kolorach.








Dzięki nim niebawem będę nie tylko Rojdą, ale i Wieprzem ;)

Aha odkopałam wczoraj taki T-shirt z czasów Szkoły średniej i obcykałam go w windzie żeby wam pokazać styl na buntowniczkę :)





Dziś natomiast wybrałam się na Lunchyk z Cinthy. To moja Peruwiańska, DeutschoKursowa koleżanka ( jedna z ), która dzieli ze mną niedolę bycia bezrobotną Panią domu. Razem z Cinthy omawiałyśmy najróżniejsze problemy pierwszego świata czyli kosmetyki- jakie kolory w tym sezonie, torebki- Lepiej kupić nieskórzanego LV czy skórzanego MK ( a tak na marginesie wiedzieliście, że większość najpopularniejszych modeli Louis Vuitton wcale nie jest szyta, ze skóry??? Chyba jestem naiwna bo myślałam, że taka marka i takie sianko to już gwarantują coś więcej niż skórę z plastikowej świni, ale Cinthy, która posiada 3  topowe modele - po 1000 euro za sztukę WOW-wyprowadziła mnie z tego błędu) i praca - a raczej jej brak.
Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że ja w zasadzie zawsze szukam pracy. Po liceum szukałam bo już byłam dorosła....Na studiach szukałam żeby dorobić a jak już znajdowałam jedną to zazwyczaj szybko opanowywałam ją do perfekcji, nudziłam się nią i szukałam następnej- Lepszej oczywiście.
Tym sposobem przebrnęłam przez różne ciekawe miejsca np. : umieszczoną w piwnicy mini agencyjkę reklamowo-poligraficzną ( "do działu grafiki przez kotłownię proszę"), umieszczoną na 18 piętrze prestiżowego biurowca, agencję reklamy internetowej ( gdzie w pierwszy dzień pracy otrzymałam stos uchwał do opanowania w tym "Uchwałę dot. korzystania z kubków w kuchni" czy "Uchwałę dotyczącą zamykania i otwierania drzwi do pokoi"- Za to terror jednoczył pracowników)......przebrnęłam przez sprzedaż polis co miało wdzięczną nazwę -"Doradztwo Finansowe"; Infolinię Cyfrowego Polsatu ( HAH temu miejscu mogłabym poświęcić co najmniej kilka postów ;); Galerię sztuki i Zakład Pogrzebowy. W końcu po zakończeniu studiów znalazłam tą pracę, w której zagrzałam miejsca nieco dłużej i wszystko byłoby jak w bajce gdyby nie fakt, że postanowiłam wybyć za lubym P. do krainy mlekiem i miodem płynącej.
Tu sprawy się pokompliowały bo mój czar osobisty nie działa w momencie gdy posługuje się językiem jakości Kali chce pracę, Kali być dobry; a takich gagadków co chcieliby pracować po angielsku to jest tu więcej niż precli.
Możliwości co prawda są bo dla takiej aspirującej producentki filmowe jak ja ciężko znaleźć ( poza Londynem i HoLLYWOOD) lepsze miejsce ( bavaria film studios ite sprawy) tylko cholender jak tam się dostać- może flopem przez płot albo coś.
Przez wiele tygodni dzielnie wysyłałam sprawdzone wcześniej rzez znajomego Bewerbungi i.....nic. W końcu stwierdziłam, że pies drapał aspiracje idę byle gdzie do roboty Zmywaki, Kawiarnie, Fabryki, Sklepy biorę co będzie. Hah plan genialny w swej prostocie! Dostała zaproszenie do sklepu odzieżowego na dzień próbny. Super co to dla mnie sklep odzieżowy! Wymarzona praca! Pełna entuzjazmu i werwy do sprzedawania pojawiłam się na miejscu o wyznaczonej godzinie. Dzielnie doradzałam i pomagałam klientom. Wszystko byłoby miód malina gdyby nie kilka .....drobiazgów. Po pierwsze jakaś miła dziewczyna doradziła, żebym cały czas coś robiła bo kierownik nie lubi jak się stoi w miejscu- hmmm w sumie zrozumiałe...ale jak nie ma klientów to co robić? No tak poprawiać wieszaki i składać ubrania. Po jakimś czasie zaczęło mnie to strasznie śmieszyć bo jedna osoba składała jakiś sweter po to, żeby druga po minucie podeszła i na nowo go składała ( ale przynajmniej wszystko było poskładane- Kilkukrotnie). Druga sprawa była już trochę gorsza. Pani z mojego działu wyjaśniła system pracy ( witamy klienta, pytamy czego szuka, jak nic nie szuka to i tak spróbować doradzi,ć jak szuka to pomagamy znaleźć i idziemy z klientem do przymierzalni i czekamy aż przymierzy doradzamy czy dobrze, albo przynosimy inny rozmiar) Wszystko fajnie, tylko niestety mój wrodzony brak nachalności blokował mnie na maksa (w ogóle nie wyobrażam sobie tego jakby pani ze sklepu szła za mną do przymierzalni- fuck off) a moja ignorancja na ubrania innych spowodowała, że chyba byłam kiepskim doradcą ( pani koło 50-tki z lekką nadwagą mierzy super obcisłe oczojebne żółte rurki; rurki nie są w moim guście ale rurki to rurki jak mam jej powiedzieć czy są dobre czy nie to ona ma je na tyłku ...patrzę na nią i nieśmiało sugeruję, że może przyniosę inny rozmiar....mąż tej Pani decyduje, że może faktycznie o jeden większe uf mogę iść szukać rozmiaru i nie muszę dłużej stać jak na szpilkach..).No ale i tak najgorsze i najbardziej bezsensowne w takich próbnych dniach jest to ( i chyba w tym też tkwił problem z doradzaniem), że przychodząc do sklepu na 4 godziny nie znając sklepu, systemu tam panującego i przede wszystkim kolekcji nie jestem w stanie się wykazać. No bo chodzę zaczepiam te babki, pytam czy im pomóc ,ale jak się pytają "czy mają Państwo marynarki w takim a takim kroju?" albo "taką bluzkę w błękitnoszarym odcieniu zieleni" to ja nie mam pojęcia! ( brawo muszę chodzić i oferować pomoc klientom, którym w sumie pomóc nie umiem). W zasadzie szło mi nieźle a klienci potrafią być ekstremalnie upierdliwi. I pomijając małe wpadki typu: Podchodzi do mnie babka z dwiema parami jeansów i pyta jaka jest między nimi różnica ; no to wymyślam, że te są trochę ciemniejsze a te bardziej powycierane i wytężam trybiki żeby przypomnieć sobie jeszcze jakieś przymiotniki po niemiecku; wołam w końcu koleżankę, żeby doradziła Pani jaki rozmiar potrzebuje na co koleżanka odpowiada grzecznie; po chwili pada pytanie -"a z tych drugich?" "-Jakich drugich?" -No tych- mówi klientka nerwowo pokazując drugą parę " -Ale Proszę Pani te drugie spodnie to dokładnie ten sam model"-Ups _myślałam , że umrę ze śmiechu ( udawałam poważną) i zażenowania. Wykonałam uśmiech" na masę" i wycofałam się z pola bitwy ( ostatecznie to klientka zasugerowała, że spodnie się różnią od siebie to ja jej powiedziałam czym:) moja kreatywność nie zna granic- więc pomijając taki wpadeczki- BYło OK na tyle, żeby do tego sklepu nigdy więcej nie wrócić :) Generalnie nawet mnie nie chcieli więc nie było nad czym się zastanawiać.
Ah zobaczymy co dalej życie przyniesie.

Dzisiaj za to znowu nastrajałam się kolorami. Kocham takie przejściowe klimaty niektórzy jeszcze w kurtkach i kozakach a ja Super wyletniona :)





Dla ciekawskich ( top i buty-ZARA; Spodnie- NY; Torebka Monari :)


Aha i na zakończenie klimat w stylu Masy.
Dzwonię dziś do Taty; Tata odbiera - Halo ja z moim maksymalnym entuzjazmem rozpędzam się i składam kilkuminutowe ultra kreatywne życzenia imieninowe  a Tato na to - Dzięki, ale ja mam jutro imieniny.............Hah co za falstart, lepiej dzień wcześniej niż dzień później przynajmniej miał niespodziankę:)

Ciao
SHARE:

No comments

Post a Comment

© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig