Saturday, 27 April 2013

27.04.2013

Miałam nadzieję, że uda mi się załapać w Polsce na ładną pogodę ,ale jak na razie to szczęścia za bardzo nie mam. Aha po pierwsze chciałam przeprosić wszystkich bardzo za błędy i literówki w moich tekstach! Zazwyczaj pisze posty bardzo szybko i nie czytam ich drugi raz a szwankuje mi klawiatura i czasami coś się nie wstukuje :(
Jetem już w Poz. Droga minęła super szybko chyba nawet szybciej niż samo pakowanie. Nienawidzę i nie potrafię się pakować! Nie wiem jak to robią inni ,ale ja zawsze zabieram dużo za dużo ubrań i nic do siebie nie pasuje więc koniec końców nie mam co na siebie włożyć i idę na zakupy. Zazwyczaj zaczyna się niepozornie. Myślę ok tyle i tyle dni to spodnie, 3 sukienki 2 spódniczki dwa swetry i topy. Potem dokładam topy bo topów nigdy za wiele. O a do tego Topu ta spódniczka może, albo ta......tej też dawno na sobie nie miałam....nie wiem czy jeszcze dobra......i tym sposobem cała walicha pełna. O piżamie to zawsze zapominam. Ale i tak totalna padaka robi się przy butach i dodatkach. Do każdego stroju musiałabym mieć inne buty i  torebkę. Naszyjniki i apaszki to pakuje totalnie w ciemno licząc na to, że coś do czegoś będzie pasować. Nie wiem jak to robią niektóre kobiety, że potrafią spakować się zestawami w jedną walizeczkę. Moja była szefowa przylatywała do polski na np. 4 dni w każdy dzień idealny strój czy to sukienka i marynarka czy spodnie i bluzka. Codziennie inne buty a do nich torebka idealnie dobrana biżuteria i w ogóle miód malina szczena opada. A ja mimo największych starań i całego kufra ubrań ostatecznie chodzę w jednym stroju bo tyle zazwyczaj uda mi się ładnie złożyć z tego co wezmę. O przepraszam na ostatnie wakacje na Sardynii spakowałam wszystkie ubrania i jedne buty w podręczną walizeczkę ( za to przymasiłam totalnie bo zapomniałam o skórzanej kurtce i jak był wiatr to mój szeroki uśmiech otaczały trupiosine usta bo totalnie zamarzałam). Tym razem niby pakowanko zapowiadało się bajecznie ale skończyło się na tym, że i tak w pośpiechu wrzucałam do torby co mi w ręce wpadło. Aha no i najabsolutniejgorsze jest to jak nie wiadomo jaka będzie pogoda. No nie zapominajmy o tym. W Polsce to zawsze jedna wielka niespodzianka. Niby majóweczka czyli kolorowe, zwiewne sukieneczki....ale zawsze może się okazać że wełniana czapa i puchowy kombinezon.

Musze chyba jakąś kawkę sobie strzelić bo normalnie zasypiam na stojąco ( siedząco przed kompem) a dziś imperka u moich "niestabilnych emocjonalnie" friends więc nie mogę się doczekać i chcę chłonąć atmosferkę całą sobą:)

Ktoś mnie prosił, żebym koniecznie wrzuciła fotki mojej fantazyjnej stylizacji ( czyli bluzka i spodnie;) z nowym naszyjniko-kołnierzem  więc proszę Państwa fotki na życzenie z mojej drogi do teatru. Bdw. Premiera była super:)






Moja mina jak zwykle super zachęcająca normalnie sweet Focie :)
Lecę się szykować na imprezkę Ciao:*

Aha Dziś Miesięcznica mojego Bloga!!! Sto miesięcy Blogu:)
SHARE:

Thursday, 25 April 2013

25.04.2013

Czy czasem stojąc przed lustrem macie ochotę przywalić sobie samemu z Bani? Ja tak miałam wczorajszego wieczoru, ale szkoda mi było lustra. Oszczędzę sobie opisu całej sytuacji  po prostu bycie Rojdą bywa bardziej frustrujące niż komukolwiek mogłoby się to wydawać. Jak pojadę do Polski to chyba wypiję flachę z gwinta od razu ...... tu nawet jak się w klubie strzała zamówi to człowiekowi ciepłą gorzałę leją amatorzy jedni. Tak czy inaczej szybki pościk wjeżdża jeszcze przed moim wyjazdem.
Wczoraj pogrążając się we frustracji znalazłam fajny cover na YouTube więc ponownie w ramach promocji nowych talentów udostępniam:


Potem w Tv leciał "Drive"  Nicolasa Winding Refna i wreszcie miałam, okazję zobaczyć ten film. Wbrew temu co o nim słyszałam wcale nie by zły i rozważając niski budżet oraz specyficzny klimat, który miał towarzyszyć filmowi wyszło całkiem, całkiem. Mistrzowski Kicz! ( to jest wyraz uznania) Refn jest mistrzem pokręconego obrazu i życzę mu wszystkiego naj w dalszej karierze. Nie zmienia to jednak faktu , że "Bronson" pozostaje nadal moim ulubionym filmem Nicka. Zdecydowanie! Widzieliście?

No tak pominęłam jeden skromny szczególik mianowicie w "Bronsonie" gra przemiazgowato zdolny Tom Hardy i niestety muszę przyznać ,że chyba to była jego rola życia zaraz przed tym jak przejęło go Hollywood  nagle dostaje role poniżej swoich możliwości. Albo rozwój albo Kasa i sława ( albo tak jak w moim- i pewnie wielu innych - przypadku żadne z wcześniej wymienionych ;)

Muszę niestety zacząć pakowanie i przez następny tydzień pewnie za dużo tu nie napiszę ,ale może Poznań nastawi mnie pozytywnie i zainspiruje do dalszych  działań.
                                                                                    Ciao,
SHARE:

Wednesday, 24 April 2013

24.04.2013

Kilka dni temu wyciągnęłam z za Szafy stepper i sobie codziennie na nim stepuje. Ok może nie kila dni temu tylko wczoraj, ale do Wielkanocy stepowałam codziennie więc mała przerwa chyba nie zrujnuje mojego zdrowia i figury ;) W takim stepowaniu i siłowni jest jeden problem- To jest strasznie nudne. No bo jak wytrzymać tą godzinę nie robiąc nic innego. Włączam więc sobie jakieś seriale online i uskuteczniam przyjemne z pożytecznym:)
Życie serialowych bohaterów zawsze toczy się wg. jednego wkurzającego schematu.
 Każdy serial pokazuje super fajną ,ale tylko jedną dziedzinę życia traktując po macoszemu wszystkie pozostałe. Oglądając serial pokazujący zmagania grupki przyjaciół wygląda na to, że ci ludzie spędzają ze sobą całe dnie i są na woje każde zawołanie no i człowiek sobie myśli kurde też chce takich Friends; chwilę po tym leci serial przedstawiający perypetie rodzinki, która jest super zżyta, wie o sobie wszystko, rodzeństwo wspiera się w każdej dziedzinie i w ogóle jakaś utopia ( pamiętacie "7th Heaven"? uwielbiałam ten serial); potem serial o pracy typu seksowni prawnicy, lekarze lub pracownicy jakiejkolwiek jednostki, których życie zawodowe jest tak fascynujące, że od rana do wieczora realizują swoją karierę przeplatającą się intrygami, romansami etc etc. ( u mnie w prac atrakcją dnia był przyjazd Pana kuriera, albo telefon od księgowej) Aha i jeszcze moje ulubione "Gotowe na Wszystko" i ich bajowa ulica gdzie nikt nie zamyka drzwi, sąsiedzi w piżamie i z kubkiem kawy w ręku wychodzą po gazetę i pogawędzić z innymi sąsiadami a panie domu na co dzień chodzą w obcisłych kieckach i z kopertówkami pod pachą. Oczywiście wszyscy wszystko o sobie wiedzą i gotowi są oddać za siebie życie ( czy jakoś tak). Ja w Poznaniu znałam tylko jednego sąsiada Pana "Kuleczkę" z mojego piętra, który wychodził  na klatkę palić papierosy dzięki czemu wszystkim śmierdziało w mieszkaniach. Najbardziej irytujące w serialach jednak jest to ( jednocześnie za to właśnie je kocham), że problemy wyjaśniają się zanim dążą się w ogóle pojawić.
Gdybym ja była postacią takiego serialu to prawdopodobnie dwa dni po przyjeździe do Monachium poszłabym do jakiejś kafejki, usiadłabym przy stoliku obok jakiejś Pani lub Pana. Pani lub Pan słysząc, ze nie radzę sobie dobrze z niemieckim zagadali by mnie po czym pewnie okazało by się, że są wpływowymi pracownikami Bavaria Film Studios i właśnie poszukują asystentki planu filmowego a skoro tak miło się gawędzi to powinnam wpaść jutro do ich biura no i show must go on....zważywszy na fakt, że jestem tu już półtora roku to pewnie robiłabym już międzynarodową karierę u boku Tima Burtona w pracy poznałabym sto milionów wspierających przyjaciół a P. zostałby przypadkiem dyrektorem np. BMW. Prosto z pracy chodzili byśmy do jakiegoś fajnego baru na Piwo ( wraz z przyjaciółmi oczywiście ) gdzie znalibyśmy oczywiście cały personel. Kurde postanawiam, że będę żyć jak w serialu i nie będę się niczym stresować. Poczekam, aż praca sama mnie znajdzie ( mogę sobie poczekać do emerytury :()
Najważniejsze jest pozytywne nastawienie ( jeszcze kila tygodni stagnacji i eksploduje:)

Mieliśmy mieć dziś z P. nauki przedmałżeńskie, ale ksiądz nas wyrolował i pojechał gdzieś tam. Oczywiście zadzwonił do nas z informacją jak już byliśmy w drodze po czym jak zawróciliśmy staliśmy w magicznym Monachijskim korku ( gdyby to był serial to byśmy pewnie w tym korku zdążyli się z kimś zaprzyjaźnić). Krótko mówiąc fundneliśmy sobie piękne popołudnie w Aucie.
Oczywiście fotek nie zabraknie :)


















Dziś ubrała się w stylu na lizaka i mi się przypomniało, że jak byłam nastolatką to bardzo chciałam mieć różowego garbusa z wielką sztuczną landrynką na dachu, którą można by w nocy zapalać i wszyscy by widzieli mnie z daleka mając czas na ucieczkę:) 




Teraz skupiam się na wyjeździe do Polski. Dziś napisał do mnie Friend, że akurat w piątek leci z Korei i ma nockę w Munchen więc poczekamy na niego i zgarniemy go z lotnicha żeby razem przyjechać do Poz. Strasznie się cieszę bo nie widziałam się z nim od stycznia a droga z Monachium do poz to jakieś 7,5 godziny wiec będę mogła zagadać go na śmierć :) hihihih


      Nic jutro premiera w teatrze jestem strasznie ciekawa jak to wszystko wypali może z tej okazji skoczę na jakieś małe zakupy ;)
                                                                        Ciao
SHARE:

Tuesday, 23 April 2013

23.04.2013

Plusem bycia Rojdą jest to , że w każdej chwili można zmienić plan na dzień i np. obejrzeć jeszcze kilka epizodów ulubionego serialu albo zamiast prasować ubrania zjeść wielką porcję lodów - dla tych co się za bardzo rozmarzyli dodam, że minusami jest brak kasy, brak zajęcia, perspektyw życiowych i poczucia własnej wartości :/
Ja np. dziś spędziłam dużą część dnia na dłuuuuugiej rozmowie z mamą na skype i dłuuuuuugim jedzeniu bardzo dłuuuugiej rolady lodowej. Potem zrobiło mi się niedobrze i musiałam chwilę odpocząć a co za tym idzie znowu nie wysłałam żadnych aplikacji ( musze to zrobić przed wyjazdem po Pl na majówkę), ale za to wyprasowałam całą górę białych T-shirtów należących oczywiście do P.
Ironią życia jest to, że ludzie pracujący nie mają czasu cieszyć się życiem a niepracujący nie mają kasy i czują wewnętrzne napięcie taki jakby stres związany z brakiem rozwoju a to niestety trochę radość życia przyćmiewa. Zawsze jak robię coś fajnego to mam wewnętrzne poczucie, że zamiast tu fitu fitu to roboty szukać powinnam 
Właśnie w tv oglądam reklamę wiosennej ramówki TVN- jest tak irytująca, że od razu mam ochotę przełączyć . Jakoś nie mogę patrzeć na te wszystkie sławy TVNowe. Nudy i totalny brak polotu. 
Od zachodnich mediów kopiujemy wszystko to co najbardziej żenujące a TV ciągle nie ma co oglądać. No ale przynajmniej jest czas na przeglądanie internetu i pisanie bloga:)
Jestem zachwycona nową kolekcją Liu Jo. Stylizacje na ich stronie są po prostu Oszałamiające. Oglądając nową kolekcję zainteresowałam się kombinezonami. Nigdy nie zwracałam na nie uwagi bo zakładałam, że to nie mój styl, ale znalazłam kilka naprawdę ciekawych.

Oto Moje Propozycje:

Na http://www.net-a-porter.com/ znalazłam ciekawe opcje od :

                                                               MICHAEL MICHAEL KORS



                                                                   THEYSKENS' THEORY

Propozycje od Liu Jo:







Marka mydli mi oczy próbując przekonać, że jak kupię ich ciuszek to będę wyglądać jak Panie na plakatach :)




Ciekawy kombinezon znalazła też w Mango, ale nie wiem jak będzie wyglądał live.

I Na koniec ten, nad którym się zastanawiam- Stefanel, ale w sklepie w Monachium jeszcze go nie ma więc nie mogę nawet przymierzyć. Może będę wyglądać jak BańkaWstańka i problem czy kupić czy nie sam się rozwiąże:)

Na dziś tylko tyle. Może jutro uda mi się znaleźć trochę więcej czasu i się rozpiszę:)

Ciao
SHARE:

Monday, 22 April 2013

22.04.2013

Dziś poniedziałek i jak na porządną bezrobotną przystało postanawiam, że od dziś zacznę zmieniać swoje życie ( jak co poniedziałek) . Będę wstawać o 8.00 ( albo przynajmniej nastawie budzik po to żeby przełączać drzemkę przez kolejną godzinę), będę ćwiczyć na stepperze ( Ale to od wtorku), będę zdrowo się odżywiać, szukać aktywnie pracy i uczyć się niemieckiego ( jak tylko napiszę tego posta ;) W sumie jestem całkiem niezła w znajdowaniu sobie zajęć i muszę przyznać, że trochę nie wyobrażam sobie jak to będzie jak znajdę pracę ( Panie Dopomóż) .
Weekend był udany i wesoły mimo fatalnej pogody i totalnego zimna (dziś odkręciłam kaloryfer).
W Sobotę poszliśmy z P. na małe zakupki. Właściwie to sklepowe oglądanko. Ja już miałam upatrzony taki naszyjniko-kołnierzyk i strasznie się cieszyłam, że P. zaaprobował zakup. Wiem, że te kołnierzykowe naszyjniki są w tej chwili modne i wszędzie ich pełno, ale ja staram się to trendów podchodzić bardzo selektywnie i oczywiście żaden mi się nie podobał. Jeden w Hallhuberze był fajny, ale biały a ja chciałam ciemny więc szukałam dalej. Potem w Polsce widziałam Panią sprzedawczynię w intimissimi, która miała tak właśnie idealny kołnierzy pierwszy, który mi się spodobał, ale oczywiście zabrakło mi jaj żeby zapytać gdzie kupiła ( gdybym była sama to bym na bank zagadała, ale nie chciałam żeby P. potem mówił, ze ja ciągle ludzi zaczepiam czy coś więc sobie odpuściłam). No i tym sposobem, już prawie zrezygnowałam z tego zakupu gdy wędrując bo jakimś wielkim sklepie i powłócząc nogami starając się jednocześnie zaciskać zęby i wyglądać tak kobieco jak tylko da radę ( nowe szpilki) znalazłam taki dokładnie idealny kołnierzyk jak miała Pani z Intimissimi. Był nawet w 3 kolorach Czarny, grafitowy i popielaty. Strasznie się cieszyłam i w napływie podniecenia namówiłam jakąś Panią na zakup ( no ładnie a jak miałam dzień próbny w sklepie to nic nie sprzedałam). Co prawda dzień po kupnie entuzjazm opadł bo okazało się, ze na moim kołnierzyku brakuje koralików i musiałam jechać wymienić ( Oczywiście bo po co obejrzeć dokładnie towar w sklepie). W każdym razie bardzo się cieszę i na pewno za chwilę się pochwalę fotami  tylko muszę coś wymyśleć bo jak fotografuje go na stole to się zlewa z tłem i go nie widać :/

Ok, położyłam na woreczku powinno być ok;)

 Już nie mogę się doczekać, aż go do czegoś ubiorę



Poza zakupami byliśmy w kinie na "Oblivion" a oto recenzja filmu:

NUUUUUUUUUUDA



HEHEh nie no tak poważnie to mi się naprawdę trochę na tym filmie nudziło i wg. mnie był jakoś tak na siłę zakręcony zupełnie bez sensu bo w sumie historia jest przewidywalna, ale P. stwierdził , że film fajny a ja jak zwykle filozofuje.
Śmiać mi się chciało bo w pierwszej scenie Tom Criusce jest dokładnie w takiej samej kurtce i okularach jak rok temu kiedy go spotkaliśmy w Londku na Leicester Square ( tzn. nie spotkaliśmy się z nim na kawę tylko przypadkiem trafiliśmy na premierę filmu, w którym grał i z za metalowej barierki mogliśmy pooglądać kila sław) więc oczywiście dopowiedziałam sobie całą historię, że na bank kręcili akurat w tym czasie zdjęcia do "Oblivion więc Tom szybko prosto z planu wskoczył w swojego private jeta wleciał na luzaku na premierę po czym zawinął szpulę ( hah kocham ten Waszkowy tekst) i wrócił na plan. Ten to ma zdrowie a 5 dyszek na karku.
Nie jestem jego wielką fanką, ale ze względu na fakt, że taka skromna dziewczyna pochodząca z podpoznańskiej prowincji rzadko ma okazję spotkać jakąś prawdziwą światowej sławy gwiazdę i obcować z nią na wyciągnięcie 3 rąk więc się trochę tym podniecam.





Po kinie skoczyłam do koleżanek i spędzałam miło wieczór w spokojnej atmosferze dyskutując o aktorstwie, teatrze i różnych aranżacjach sztuki, którą wystawiamy, ale oczywiście zadzwonił do mnie P. ( który po kinie poszedł na piwo z kolegami) i poinformował, że wieczór się toczy w kierunku "8 Seasons" więc jeśli chcę to mogę dołączyć na imprezkę. No cóż by tu dużo mówić przyznaję bez bicia, że jestem trochę dzikusem i jak ktoś do mnie dzwoni, że jest Party to nawet będąc w trakcie zabiegu odsysania tłuszczu nie powiem nie. Więc fakt, że miałam na sobie kalosze i workowatą sukienkę wcale mnie nie zniechęciły. Co prawda  nie byłabym sobą gdybym nie pomarudziła przed klubem, że jak ja wyglądam i, że "ja was chłopaki zabije" a na dodatek oni po "piwie' ( czyli kilku drinkach i butelce Jacka) a ja trzeźwa jak nigdy ( nie żeby Rojdy zaczynały dzień od drinka), ale jak tylko weszłam do środka......ludzie, muzyczka, drineczek jeden, drugi i pełna radość. Łuputupu na parkiecie P. radośnie sobie hula, koledzy stylem pląsającego węża zwiedzają klub a ja patrząc na Lale w powyginanych szpilach nawet się cieszę, że wyglądam jak prawdziwa Bauerka co prosto z pola na bauns przybiegła. A co tam najważniejsze to się dobrze bawić.
Oto mój sobotni Casualowo-imprezowy strój;)











Zacznę od zielonego Płaszcza ( Ochnik), który jest ulubionym płaszczem Kamy, Jak ostatnio kupiłam nowe wdzianko to mi powiedziała " Nareszcie sobie fajny płaszcz kupiłaś bo na ten zielony nie mogłam normalnie patrzeć" ;), Sukienka (Tru Trussardi ), Gumowce ( Venezia )- kupiłam kiedyś bo Kama sobie kupiła i mnie straszyła, że w innych butach moczą się nogi i mnożna sobie nerki przeziębić, Rajtuzy- nogi jaszczurki ( oczywiście Calzedonia- od razu dodam, że musiałam kupić kilka par bo się zaciągają super łatwo i jedne mam do kozaków a inne do balerinek i szpilek)


 A wczoraj basenik i jedzonko. Chyba jest ze mną słabo bo P. przepłynął 30 basenów a ja siedziałam cały czas w jasuzi i dostałam od tego zakwasów.......Od razu dodam ,że to nie było zwykle jacuzzi tylko takie wyjątkowo mocno masujące....,ale i tak fakt , że nie mogłam się po tym ruszać jest dosyć dziwny.

Idę jeść obiad i może uda mi się trochę pouczyć tego niemieckiego :(
Ciao
SHARE:

Saturday, 20 April 2013

Znowu Zima Tej Wiosny

Znudziło mi się już komentowanie tej głupiej pogody.  Jakaś poracha. Kilka ciepłych dni pobudziło naszą wyobraźnię i w ubiegły weekend pojawiły się grube plany : jeziorko, grile, parki, Beergarteny  a tu kubeł zimnej wody z nieba :( Jak tak dalej pójdzie nie będzie sensu kupować ubrań na lato ( albo lato przyjdzie równo z przecenami w czerwcu HIHIHI:)
Uwielbiam odkrywać nowe talenty. Kiedyś intensywnie na FB promowałam The Robbie Boyd Band, który widziałam rok temu na Portobello w Londynie:


Ostatnio natomiast przy Marienplatz Grał sobie taki Pan (Ciężko mi będzie go wypromować bo nawet nie wiem jak się nazywa, ale nagrałam filmiki:) :



Wczoraj siedziałam w domu i rozmyślałam nad sensem egzystencji więc za dużo nowinek nie mam, ale za to chciałam napisać trochę o jednym z trendów tej wiosny a mianowicie Neonowy Plastik.
Sama nie wiem do końca co o tym myśleć, ale staram się być otwarta na nowe trendy więc znalazłam kilka ciekawych propozycji.

Po pierwsze moja Ulubiona Furla proponuje w tym sezonie kilka fajności :


















Poza tym United Nude też ma kilka propozycji:







Dla fanów High Fashion:

Charlotte Olympia
Christian Louboutin


                                                            Gianvito Rossi
Jimmy Choo ( mój zdecydowany ulubieniec)



Karl Lagerfeld


Valentino



Aha oszczędnym i bezrobotnym wielbicielom mody ( lub po prostu normalnym ludziom) zawsze na ratunek przyjdzie Zara :)








No I H&M ( nigdy tam nie kupowałam, ale tu ich sklep jest na każdym rogu i można dostać naprawdę fajne rzeczy)



Ok, Muszę lecieć zrobić śniadanie i się ogarniać bo dziś Shoping, kino i spotkanie z koleżankami z Teatru ( jak okaże się kiłowate to pobiegnę na Bauns do P. i jego kolegów:)
Ciao




SHARE:
© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig