Monday, 30 September 2013

Twisted Girl


Uf... To był intensywny weekend. Poznałam sporo nowych ludzi, przemierzyłam drogę do innego kraju, najadłam się, natańczyłam oraz wróciłam do domu. Byliśmy z P. na weselu jego kolegi z pracy. Było bardzo wesoło. W zasadzie, poza jeszcze jedną parą, która siedziała z nami przy stoliku, nie znaliśmy nikogo i trochę obawiałam się jak to będzie. Okazało się, że młoda para usadzając gości spisała się brawurowo bo aby zgrać się z resztą stolikowego towarzystwa potrzebowaliśmy jakieś ....5 minut. Kurczę, czasem zastanawiam się nad tym ( w związku z faktem, że opuściłam bezpieczne życie towarzyskie w Poznaniu i zmagam się z wypracowaniem bliskich relacji z ludźmi wychowanymi w zupełnie innych szerokościach i długościach geograficznych) co właściwie powoduje, że kogoś lubimy i, że ktoś inny lubi nas. Macie czasem takie wrażenie, że poznajecie kogoś i spotykacie się z taką falą sympatii i entuzjazmu, że zastanawiacie się "czym właściwie sobie na to zasłużyłam", albo w drugą stronę ... staracie się być dla kogoś mili a tu ściana mnie do przebicia....Często analizuje to co właściwie sprawia, że zdania wypływające z ust jednej osoby malują uśmiech na naszych twarzach albo budzą naszą niechęć. Ah.... człowiek uczy się całe życie .
Aha i jeszcze jedno... Chyba się już starzeję  bo zaczynam bardzo lubić wesela :)












                                                                      Shirt- Trussardi Jans
                                                                           Skirt- Zara
                                                                     Bag&Shoes- No name

                                                                             Ciao!
SHARE:

Thursday, 26 September 2013

Hello Autumn!


Niestety pogoda nie dopisuje. Miałam plany aby wybrać się na podbój sklepów a raczej rekonesans bo gwoli wyjaśnień gdyby ktoś się pogubił to nadal jestem bezrobotna i poszukująca pracy. Latem jakoś "bezrobotność" mniej daje się we znaki. Zostałam jednak w domu i zabieram się za niemiecki. Opracowuję nową metodę nauki języka, która-muszę przyznać- działa całkiem nieźle. Poza tym prasowanko, gotowanko, zakupki, wysyłanie aplikacji ( tego najbardziej nie lubię) ...i kombinowanie co by tu dalej robić. Wczoraj otrzymałam propozycję zagrania znowu w teatrze. Było mi bardzo miło zwłaszcza, że reżyserka sama odezwała się do mnie. Fajnie byłoby znowu rozpocząć próby. Jak na razie próbuję wprowadzić odrobinkę słońca  soczystymi kolorami.








Sweater- UnitedColorsOfBenetton
Skirt- OCHNIK
Clutch- Mango
Hat- H&M
Schoes- Office London
Ciao!

SHARE:

Tuesday, 24 September 2013

A little bit of Oktoberfest

Pamiętam, że na pierwszy Oktoberfesy w ogóle nie chciałam iść. Było to dwa lata temu i nawet nie mieszkałam jeszcze w Niemczech. Odwiedzaliśmy P. z parą znajomych i razem z Kamą zdecydowanie wstałyśmy lewą nogą a co za tym idzie, żadna piwna impreza nas nie interesowała. Przecież my nawet piwa nie lubimy a foch-gigant był zdecydowanie na pierwszym miejscu. P. wybrał się z kolegą, jednak telefonom od niego nie było końca więc w końcu dałyśmy się uprosić i w pełnym naburmuszeniu wynurzyłyśmy się z domu. Trzeba przyznać, że impreza wówczas przerosła nasze oczekiwania : karuzele, roller coastery, budki ze słodkościami i innymi pysznościami a to wszystko po między namiotami-gigantami w który gra muzyka a ludzie z litrowymi kuflami tańczą na stołach. Niestety dostać się, do któregoś z namiotów bez rezerwacji graniczy z cudem ( co nie znaczy, że  nam się kilkukrotnie nie udało). Rok później wybraliśmy się na Wiesn kilkukrotnie. Zaopatrzyliśmy się nawet w tradycyjne bawarskie wdzianka. Raz kolega załatwił na stolik w namiocie. Krótko przed impreza okazało się, że jest to jedyny namiot, w którym nie sprzedają piwa. Hah Oktoberfest bez piwa- też da radę. Było za to winko, prosecco i tego typu trunki. Jak dla ,mnie to nawet fajniej. Atmosferka ta sama przyjaźni ludzie i tańczenie na stołach więc więc luzik. W tym roku też już byliśmy i...było fajnie, ale......jak dla mnie to doznania są ekstremalnie intensywne i muszę przyznać, że ci Bawarczycy mają zdrowie, żeby chodzić tam kilka razy w tygodniu.  Oczywiście załączam kilka skromnych foteczek. Proszę wybaczcie mi ich jakość, ale Oktoberfest nie jest najlepszym miejscem na robienie zdjęć zwłaszcza, że jako mistrzowie gubienia całego dobytku  zabieramy na imprezy "imprezowe" telefony czyli takie, których nie będzie szkoda jak ...przypadkiem wypadną z kiezeni...co za tym idzie fotki tracą na jakości. Pozdrowionka







                                                                                  Ciao!
SHARE:

Monday, 23 September 2013

Black&Red

W zeszły weekend zaczął się Oktoberfest czyli jedno z najbardziej pokręconych eventów na świecie. Ludzie z całego świata wpadają do Monachium żeby....napić się piwa :) Hehe brzmi banalnie, ale atmosfera tego święta jest warta pojawienia się w stolicy Bawarii. O Oktoberfest napiszę trochę jutro z dziś jeszcze trochę wspomnień z Paryża. 












Jacket- Massimo Dutti
Top- no name
Skirt- sisley
Shoes- Prima Moda
SHARE:

Saturday, 21 September 2013

VALENTINA

Trzeba przyznać, że co prawda złot czasy stref Duty Free mamy już za sobą i bardzo rzadko zdarza mi się bywać na lotniskach, na których ceny kosmetyków są naprawdę okazyjne. Nie zmienia to jednak faktu, że kocham buszować po lotniskowych perfumeriach bo zawsze kryją one jakieś ciekawe perełki. Jestem ogromną fanką podróżnych zestawów do make upu z Chanel, Diora lub Lancome. Nie można ich kupić w normalnych drogeriach a na dodatek cena zawsze są przystępniejsze bo np. w cenie 4 cieni mamy 4 cienie mini błyszczyk, puder, róż, mini tusz i coś tam jeszcze a na dodatek wszystko zamknięte w ślicznym puzderku idealnie nadającym się do zabrania w podróż. Problem niestety polega na tym, że kolorówka ma swój okres ważności ( na co zazwyczaj nie zwraca się uwagi) i tym sposobem okazało się, że  moje "wyjściowe" cienie Diora, które kupiłam 1,5 roku temu miały okres ważności tylko 6mc. Szkoda mi je wyrzucić bo nie są zużyte nawet w jednej piątej, ale z drugiej strony jaki sens ma kupowanie drogiego kosmetyku a potem smarowanie się przeterminowanym produktem?? To brzmi idiotycznie! Od czasu czystek w kosmetycznie zwracam uwagę na okres przydatności kosmetyków i kupuje tylko taki, które jestem w  stanie zużyć (nic na zapas!). Dlatego pomimo, że śliczna cekinowa kosmetyczka z cieniami, błyszczykami, różem, mini tuszem i  kredką Diora w okazyjnej cenie hipnotyzowała mnie niczym syrena to nie dałam się i kupiłam coś co nigdy u mnie się nie marnuje- Perfumy. Z reguły kocham świeże cytrusowe lub słodkie kobiece zapachy. Tym razem jednak skusiłam się na coś odrobinę cięższego ( nie ukrywam, że wygląd flakonika nie był bez znaczenia ) i jestem super zadowolona. Valentina od Valentino  to kompozycja kwiatowo-orientalna, stworzona przez dwóch mistrzów sztuki perfumiarstwa Oliviera Crespo i Alberto Morillasa. Oczywiście zakup w zestawie z balsamem do ciała. Jupi Dupi! Polecam wszystkim bardzo serdecznie.










SHARE:

Wednesday, 18 September 2013

Walk in the Night

Pogoda jest niestety mało inspirująca a ja na nowo zabieram się za poszukiwania pracy i naukę języka. Uskuteczniam też jakieś spotkanka towarzyskie a przede wszystkim buszuje po internecie w poszukiwaniu jesiennych inspiracji. Niebawem podzielę się z Wami moimi ulubionymi pozycjami :)














 
                                                                           dress- Zara
                                                                        jacket- OCHNIK
                                                                       belt- Massimo Dutti
                                                                      clutch- Michael Kors
                                                                         shoes- no name
                                                                                 
                                                                                  Ciao
SHARE:
© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig