Wednesday, 29 January 2014

Cameron Highlands Impressions



Cameron Highlands były punktem obowiązkowym naszej wycieczki. W Malezji byliśmy tylko 3 dni a wycieczka na własną rękę byłaby czasochłonna zdecydowaliśmy się na opcję w stylu Turystów-emerytów czyli wykupiliśmy jednodniową wycieczkę w naszym hotelu. Wcześniej (jeszcze przed wylotem) orientowałam się w takich wycieczkach i ich koszt jest ok 300 Ringgit ( 1PLN to 1,09 MYR więc przeliczaliśmy to 1:1) natomiast pan z Hotelu dał nam wyjątkową ofertę i pojechaliśmy za 250 MYR ( od osoby oczywiście).

Pierwszym przystankiem wycieczki był zachwalany przez wszystkich wodospad. Niewątpliwie fajne miejsce na chwilę rozluźnienia po 1,5 godziny spędzonej w aucie, ale ja wyobrażałam sobie coś troszkę bardziej efektownego.











Potem nie pamiętam co było bo jechaliśmy po górach a mi w dorosłym życiu włączyła się choroba lokomocyjna i o mało nie padłam, więc reszta drogi upłynęła mi z zaciśniętymi zębami i powiekami. W końcu P. szturchnął mnie w bok, auto się zatrzymało a moim oczom ( nie tylko moim P. też to widział ;) ukazały się zjawiskowe plantacje herbaty. Muszę przyznać, ze przez chwilę bałam się, ze wycieczka nie będzie warta czasu i pieniędzy na nią przeznaczonych, ale szybko okazało się, że jest to coś co zobaczyć trzeba :)















Po objechaniu pokrytych herbatą wzgórz wjechaliśmy do wytwórni herbaty gdzie również znajduje się ( oczywiście) sklepik oraz bar. Można wypróbować różnorodne wyroby. Ceny są raczej turystyczne jak na Malezję, ale żaden przybysz z europy raczej to nie zbankrutuje .



Poza plantacjami herbaty Cameron Highlands oferują kilka atrakcji przystosowanych typowo pod turystów. Z jednej strony przyznaje, że będąc tak obwożona po tych różnych miejscach czułam się trochę jak typowa naiwna turystka, ale z drugiej strony, dzięki temu zobaczyliśmy i dowiedzieliśmy się trochę ciekawych rzeczy.
Byliśmy na farmie pszczół oraz w Motylowo-Insektowym raju :) Jak na motylarnię to motyli było raczej kilka ( nie to co w Nowym Zoo w Poznaniu gdzie trzeba się odganiać rękoma) Były za to robale, jaszczurki, węże kameleony, żaby, skorpiony ( naprawdę tam żyją, jak wracałam z plaży w Tajlandii to widziałam na chodniku jednego rozjechanego przez rower) i inne takie. Pod czas wizyty towarzyszył nam miły pan przewodnik, który chętnie pokazywał, dzielnie chwytał i ciekawie opowiadał o wszystkich dziwolągach.





















Jak tylko można było coś po dotykać to ja oczywiście była pierwsza w kolejce. Budziło to podziw u Japońskiej pary w średnim wieku, którzy starali się omijać wszystko szerokim łukiem i obserwować z raczej bezpiecznej odległości.



Kolejnym przystankiem były ogrody różane. Fajne, ale jeśli ktoś nie ma czasu to można się obyć bez tej atrakcji.






No a na końcu oczywiście obiadek. W Malezji jest sporo kulinarnych wpływów Chińskich i Indyjskich i właśnie takich restauracji i knajpek jest tam najwięcej. Za posiłek taki jak widać poniżej w turystycznych miejscach trzeba dać ok 8zł. Porządny posiłek w mieście można zjeść za ok 8-15 zł.




                                                             Look:
                                                                       Top- Benetton
                                                                        Shorts- Zara
                                                                       Sweatshirt- Think Pink
                                                                       Sneakers- Pepe Jeans
                                                                         
                                                                           Ciao,
SHARE:

No comments

Post a Comment

© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig