Thursday, 23 January 2014

Singapore Impressions


 Wyjazd do Azji już od bardzo dawna znajdował się na mojej liście największych marzeń koniecznych do spełnienia. Długo planowałam ten wyjazd i oczywiście jak już namówiłam na to P., znaleźliśmy termin i zabukowaliśmy lot relacji Monachium-Singapur i Bangkok-Monachium pojawiło się wiele pytań i wątpliwości. Bo w końcu to zupełnie inny świat i inne zwyczaje. Ile czasu na co poświęcić? I co właściwie warto zobaczyć?Dla tych, którzy planują podobne wakacje wprowadzam cykl relacji z moich podróży. Może ułatwią Wam planowanie.

Do Singapuru lecieliśmy chyba ze sto godzin. Nie wiem ile dokładnie trwała ta podróż bo zmiana stref czasowych wprowadziła mnie w totalną dezorientację a na dodatek mieliśmy wątpliwą przyjemność spędzić 8 godzin na lotnisku w Pekinie co w moim odczuciu wydłużyło podróż o kilka lat świetlnych. W końcu jednak dotarliśmy, odebraliśmy bagaże i ruszyliśmy na podbój Singapuru. 

Przed wyjazdem okupowałam fora internetowe gdzie internauci radzili aby z lotniska do hotelu pojechać taksówką. Uważam, że jest to totalnie bezsensowna rada bo za nieco ponad 2 dolary singapurskie można dojechać wszędzie szybko i wygodnie metrem. Tak też zrobiliśmy.  Trzeba mieć na uwadze to, że Singapur jest rewelacyjnie zorganizowany i nie ma tam żadnego problemu z komunikacją. Bilety można kupić w maszynach na przystankach, co nie jest w żaden sposób skomplikowane pod warunkiem, że zna się stację, na której trzeba wysiąść. Ważna uwaga dotyczy natomiast poruszania się autobusami miejskimi. Jest ich sporo i jeżdżą w miarę regularnie, ale zawsze jak chce się kupić u kierowcy bilet, należy zapłacić odliczoną sumką drobnych. My raz się tak nadzialiśmy, że musieliśmy prosić innych pasażerów o rozmienienie banknotu. Na szczęście mieszkańcy Singapuru są bardzo pozytywni i pomocni :)

Aha, w zasadzie zapomniałam dodać, że na miejsce dotarliśmy ok godziny 23.00 więc dużo jadłodajni było już zamknięte a my po obleśnym samolotowym jedzeniu jedyne na co mieliśmy ochotę to szybki prysznic i coś na ząb. Okazało się, że pod Hotelem czekała na nas atrakcja w postaci Chińskiego bufetu. Polegało to na tym ,że wybieramy sobie surowe mięsko, krewetki, kraby i różnego rodzaju dziwactwa, których nie potrafię nazwać a następnie gotujemy je w wybranej przez nas zupie. My w zasadzie wybraliśmy dwie z pośród dwóch możliwych i wg. mojej osobistej terminologii były to zupa ostra i ostrzejsza :/ Ugotowane rarytasy wyławia się z zupy i je. Od razu dodam, że w ten sposób można spałaszować tonę jedzenia.








Na drugi dzień zaczęliśmy aktywne zwiedzanie. Dodam tylko, że na Singapur i Sentose mieliśmy jakieś 2 dni i oczywiście udało nam się wszystko zobaczyć, ale chętnie byśmy zostali tu przynajmniej jeszcze jeden dzień.
Miasto zrobiło na nas piorunujące wrażenie. Mogłabym tu zostać na kolejne kilka miesięcy, albo...lat ;)
Wszędzie jest niesamowity porządek a kosmiczna, nowoczesna architektura wymieszana z kolonialnymi perełkami dosłownie zapiera dech w piersiach. Na dodatek na każdym rogu znajdują się fantazyjne fontanny lub rzeźby. Jedyne co odrobinę burzy porządek krajobrazu to znajdujące się niemal na każdej ulicy place budowy lub renowacje ( i tak już nieźle wyglądających budynków). Nasz hotel był w samym centrum więc mogliśmy wszędzie wybrać się na pieszo. Plan zwiedzania przewidywał spacer po centrum finansowym, Chinatown a następnie wzdłuż brzegu Marina Bay.























Brzegiem Marina Bay doszliśmy do centrum Handlowego połączonego z będącym od lat wizytówką i znakiem rozpoznawczym Singapuru, hotelem Maya Bay Sands. Zarówno pasaż handlowy jak i sam hotel kipią luksusem i ekskluzywnością. Na dachu hotelu znajduje się taras widokowy dostępny dla turystów- oczywiście za opłatą. W tym miejscu zaznaczę, że Singapur nie jest tani. Jest dużo ciekawych rzeczy do zobaczenia z zewnątrz a co za tym idzie nieodpłatnie, ale nie zmienia to faktu, że prawie jedną trzecią funduszy przeznaczonych na ponad trzy tygodniowe wakacje wydaliśmy właśnie w te pierwsze 3 dni.

Z tarasu widokowego na dachu hotelu jest niesamowity widok zarówno na zatokę jak i na imponujący Singapurski port. Poniżej widać foteczkę, która ukazuje ogrody botaniczne z lotu ptaka ;)









Nasz pierwszy dzień w Singapurze przypadał na 31 Grudnia, więc po zwiedzeniu Orchard Road i zjedzeniu obiadu w dzielnicy Little India, wróciliśmy do hotelu aby uszykować się na wieczór. Co prawda Sylwester w Singapurze ma raczej wymiar symboliczny ponieważ ze względu na fakt, iż większość populacji to obywatele pochodzenia Chińskiego to obchodzi się tutaj Chiński nowy rok przypadający tym razem na 31 stycznia, ale widocznie mieszkańcy tego niezwykłego państwa-miasta przyzwyczaili się już do organizowanych z tej okazji imprez, gdyż nad Marina Bay zawitały tłumy. Dosłownie nie było gdzie szpilki wcisnąć a to dopiero była 20.00. Znaleźliśmy rewelacyjną strategicznie miejscówkę obok  biwakującej lokalnej ekipki i razem z nimi cieszyliśmy się resztą wieczoru. Musze przyznać, że "drinkując" i gawędząc z nimi dowiedzieliśmy się wielu bardzo interesujących faktów dotyczących historii Singapuru oraz generalnie życia tam. W tle przygrywał koncert lokalnych zespołów oraz Gwiazdy z Europy w postaci grupy " The Wanted".,których jakąś zagorzałą fanką nie jestem, ale kojarzę i chętnie sobie posłuchałam :) O północy wielkim odliczaniem rozpoczął się totalnie imponujący 20minutowy pokaz fajerwerków( na jakimś forum przeczytałam, że fajerwerki nad Marina Bay są słabe i lepsze można zobaczyć w Warszawie na starówce- co prawda na warszawskiej starówce nie spędzałam nigdy sylwestra, ale w życiu już trochę widziałam i po fakcie mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że był to jeden z najlepszych pokazów jaki można sobie wyśnić i szczerze wątpię aby jakakolwiek starówka to przebiła). Po nim udaliśmy się na drinka, który niestety ( w zasadzie to może i stety :) zakończył się cztery godziny później w Australijaskim towarzystwie i morzu Long Islad Ice Tea :)







Po udanej imprezie Sylwestrowej mieliśmy niestety ciężki poranek, ale jakoś udało się stanąć na nogi. Wybraliśmy się na wyspę Sentosa, ale temu poświęcę kolejny post. Po powrocie z wyspy zaliczyliśmy jeszcze kolejny must see w Singapurze czyli ogrody botaniczne. Co prawda dzień wcześniej nasza nowa australijska koleżanka odradzała ten punkt wycieczki sugerując, że to strata czasu, ale ze względu na fakt, że moja filozofia życiowa zabrania mi słuchania rad kogokolwiek bez przekonania się na własnej skórze, to nie odpuściliśmy sobie wizyty tam. 
Wejście do samych ogrodów jest  darmowe, ale jeśli chce się wejść do którejś z Halo-szklarni to już trzeba trochę zapłacić. Pani w hotelu proponowała aby udać się tam wieczorem i faktycznie trafiliśmy na rewelacyjny pokaz świateł, ale za to nie mogliśmy w stu procentach cieszyć się widokiem roślin bo już było troszkę za ciemno. W mojej opinii jednak ogrody warte są zobaczenia i jest to niewątpliwie jedna z większych atrakcji tego kosmicznego miasta.












Na zdjęciach mam troszkę mokrą sukienkę bo na Sentosie byliśmy w wodnym parku rozrywki i nie udało mi się do końca wysuszyć kostiumu.

Na koniec jeszcze garstka informacji w pigułce na wypadek gdyby komuś nie chciało się czytać moich wypocin:

Waluta: Dolar Singapurski - Pieniądze bez problemu można wymienić na lotnisku po korzystnym kursie

Noclegi: są dosyć drogie, ale bez przesady. My mieliśmy porządny hotelik w samym sercu miasta jakieś 10 minut spacerem od samego Marina Bay. Pokój był skromny, ale czysty z ładną łazienką i śniadaniem. Za trzy doby zapłaciliśmy : 251 euro

Klimat i Pogoda: Jest bardzo wilgotno i gorąco. Naprawdę bardzo bardzo. My byliśmy w grudniu czyli szczytowym okresie monsunowym i ani razu nie padało, ale było sporo chmur i kilka razy zanosiło się na deszcz. Ostatecznie jednak trzeba mieć na uwadze, że deszcze zdarzają się tam często, są intensywne, ale przelotne. Dobrze jest mieć ze sobą kurtkę przeciwdeszczową, którą można zwinąć w kulkę i włożyć do kieszeni plecaka.

Jedzenie i PIcie: Dosyć drogie. Zwłaszcza alkohol i drinki. Można kupić coś w sklepie i wypić w plenerze- co nie jest zakazane- jednak drink w lokalu to koszt przynajmniej 30-40 złotych. Jeśłi chodzi o jedzenie to dużo Chińskich i Indyjskich wpływów i tego typu knajpek. W ostateczności zawsze można zawitać do McDonald's gdzie zdarzają się wynalazki typu ciacho z Liczi itp.

Przejście graniczne: Aby wjechać do Singapuru nie potrzebujemy żadnych wiz. W samolocie dostaniemy formularz wjazdowy, który należy wypełnić. Na lotnisku celnik oderwie kawałek formularza dla siebie a resztę zostawi w paszporcie. Ta reszta co zostanie jest niezbędna przy wyjeździe, więc lepiej nie wyciągajcie jej z paszportu ( ja tak zrobiłam i przy wyjeździe gorączkowo szukałam w torebce)

Co zobaczyć: Mapy są łatwo dostępne zarówno na lotnisku jak i w hotelach. Ciekawe rzeczy do zobaczenia to : Centrum Finansowe i Marina Bay; Boat Quay/Clark Quay/Robertson Quay ; Chinatown; Arab Stree; Little India; Ogrody Botaniczne

Ludzie: Super przyjaźni i pomocni. Nalezy jedynie pamiętać o tym, aby przestrzegać przepisów prawa i porządku, które w Singapurze są dosyć restrykcyjnie przestrzegane. Dzięki temu miasto jest bardzo bezpieczne i uporządkowane .


Czy warto jechać? Oj Warto:)

W razie pytań zapraszam do kontaktu.

Ciao :)
SHARE:

4 comments

  1. cudowne zdjecia! obserwuje pozdrawiam Ilona
    http://www.ilonazakrzewska.blogspot.de/

    ReplyDelete
  2. Niesamowicie zdjęcia zobrazowały cały klimat tego miejsca. Bardzo fajnie :) Pozdrawim

    ReplyDelete
  3. Piękne zdjęcia, magiczne miasto, szczególnie nocą. Obserwuję ale powiem szczerze,że wklepywanie tych kodów zniechęca do dodawania komentarzy:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzięki Magda! Nawet nie wiedziała, że aby dodać u mnie komentarz trzeba wklepać kod !!!! Można się tego jakoś pozbyć??

      Delete

© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig