Tuesday, 25 February 2014

Bangkok Calling


W końcu udało mi się znaleźć chwilę aby napisać post o Bangkoku! Planowałam zrobić to wcześniej,ale ostatni weekend był szalony. Brałam udział w festiwalu teatralnym ( który moja grupa wygrała :) co pochłonęło sporą ilość czasu a poza tym miałam kilka prywatnych spraw więc wszystko przeciągnęło się w czasie. 
Bangkok był ostatnim przystankiem naszej podróży i zamierzaliśmy spędzić w nim 5 dni. Na samo zwiedzanie tego gigantycznego miasta to trochę dużo, ale niemal na każdym rogu znajdują się małe agencje turystyczne oferujące ciekawe wycieczki nieco poza miasto ( z czego nie skorzystaliśmy ostatecznie, ale o tym później).





W Bangkoku można bardzo tanio znaleźć przyzwoite zakwaterowanie. Hotele o wysokim standardzie są dostępne o wiele taniej niż w Europie. Oczywiście jeśli koniecznie będziecie chcieli mieszkać w znanym, wypasionym Four Seasons czy Hiltonie to zapłacicie swoje, ale przyzwoity cztero- lub pięciogwiazdkowy pokój można bez problemu znaleźć już od czterdziestu euro za dobę. Standard Hoteli jest naprawdę wysoki a obsługa bardzo miła. My mieszkaliśmy w Hotelu z czterema gwiazdkami  a czułam się tam niczym Królowa Angielska. Jeśli nie bawią was luksusy to oczywiście noclegi można zarezerwować dużo, dużo taniej.
Hotel, na który się zdecydowaliśmy mieścił się 7 minut drogi od popularnej turystycznej ulicy  Kao San. Po drodze mijaliśmy niezliczone ilości ulicznych garkuchni kuszących różnymi pysznościami. Na Kao San można zrobić i kupić dosłownie wszystko! Od szytego na miarę garnituru, przez prażone robale po legitymację FBI. W okolicy mieści się też sporo straganów, knajpek i restauracji. W zasadzie wszystko co do szczęścia potrzebne.







 Energia i atmosfera tego miasta jest tak magiczna, że w pierwszy dzień dosłownie oszalałam. Co prawda z  nie wiadomo czemu spodziewałam się, że Bangkok będzie trochę bardziej dziki i egzotyczny ( za dużo Amerykańskich filmów) a okazało się , że niektóre miejsca ( np. szpital) są tu bardziej cywilizowane niż w mojej ojczyźnie. Tak, no właśnie jeśli chodzi o szpital to niestety łapczywość doprowadziła nas do zatrucia pokarmowego i e....piąta rano taksówka i wędrówka do szpitala. W zasadzie ja jestem jakaś taka anty te sprawy i zazwyczaj leczę się naturalnymi sposobami. Pojechałam tylko jako osoba towarzysząca, ale również wylądowałam na kozetce. Szpital był ładny, nowoczesny i czysty. Lekarze i pielęgniarki bardzo uczynni i sympatyczni. Błyskawicznie zrobili nam różne badania. Lekarz przepisał recepty, których nawet nie mieliśmy w ręku bo automatycznie powędrowały do pani w okienku, która po poproszeniu nas o dowody,  wydała każdemu z osobna pakiecik leków w hermetycznie zamkniętych woreczkach opisanych po angielsku co, jak i kiedy brać. Bezbłędna opieka! W jeden dzień doszliśmy do siebie i mogliśmy biec na zwiedzanko.
Pierwszy przystanek- Stary pałac królewski. Ważna informacja jest taka, że trzeba być tam odpowiednio ubranym. Zakryte kolana i ramiona. Jeśli nie macie nic ze sobą nie ma się co martwić. Przed wejściem można za darmo wypożyczyć świeże, wyprasowane fatałaszki. Nie dajcie się nabrać naciągaczom, którzy będą próbowali Wam sprzedać długie spodnie czy spódnice twierdząc, że i tak przy pałacu trzeba będzie zapłacić. To nie prawda :)















Jakaś starsza Chińska parka koniecznie chciała ze mną zdjęcie sobie zrobić :)  Chyba takiego dziwactwa nigdy nie widzieli ;)








Taksówki w Bangkoku są nie tylko bardzo urokliwe, ale i bardzo tanie. Pod warunkiem, że podstawą do rozliczenia będzie Taksometr. Zawsze pytajcie o to przed wejściem do taksówki.



Następnym punktem do odwiedzenia była Wat Pho czyli Świątynia Leżącego Buddy. Oczywiście jak na Bangkok przystało  nie jest to tylko jakaś tam jedna świątynia, tylko cały kompleks, w którym niemal można się zgubić.








W końcu, błądząc między świątyniami i kapliczkami dotarliśmy do tego majestatycznego miejsca z bardzo zrelaksowanym, ponad czterdziestometrowy posąg Buddy. Widok nie do opisania! Zdjęcia nie oddadzą tego widoku!



Poruszanie się po stolicy Tajlandii transportem rzecznym jest bardzo szybkie, wygodne i tanie. Oczywiście znowu na pewno otoczą was życzliwi doradcy namawiający na rejs po rzece za jedyne 800- 1000 bhatów od osoby ( jakieś 80-100 zł). Od razu dodam, że podróż normalnym promem kosztuje od 30 groszy do dwóch złotych .... Sami możecie zdecydować.





Innym, punktem obowiązkowym do zobaczenia jest Wat Arun. Świątynia Świtu stanowi symbol Bangkoku i należy do najstarszych zabytków tego miasta. Wysokie wieże, skrupulatnie zdobione tłuczoną porcelaną są znakiem rozpoznawczym tej budowli. Na szczyt świątyni prowadzą bardzo wysokie i strome schody. Z góry można podziwiać piękny widok na rzekę oraz panoramę Bangkoku.







Schody są ekstremalnie stromo. Wejście po nich jest jeszcze znośne, ale zejście jak dla mnie to był sport ekstremalny ( co z resztą widać po mojej minie).






Kolejny dzień upłynął nam na zakupach. Przez wiele godzin chodziliśmy po gigantycznym MBK centrum. To taki, wielopiętrowy, gigantyczny targ pod dachem. Można tam kupić tony podróbek, jedwabiu, butów ( naprawdę coś fajnego znalazłam już za 35 zł), mebli, elektroniki....po prostu szał. Ja poszłam w jedwabne szaliki, ale dużo więcej piękności się do mnie uśmiechało.


Skoro zakupy to również i China Town. Na każdym rogu miasta będą was zaczepiać tuktukowcy, czyli kierowcy taki skuterkowych taksówek. Są one niedrogie i bardzo szybkie- zwłaszcza w porach szczytu. Nie da się jednak ukryć, że nie jest to bezpieczna forma podróży...na dodatek często oferują swoją pomoc w znalezieniu np. najlepszego miejsca na zakupy , po czym wiozą turystów do jakiegoś drogiego, beznadziejnego sklepu, licząc na profit od dokonanych przez gości zakupów. Nie dajcie się na to nabrać.





Ostatnie dni spędziliśmy na spacerach i relaksie. Niestety w związku z faktem, że pod czas naszej wizyty w Bangkoku miały miejsce protesty na tle politycznym, nasze możliwości były ograniczone gdyż nie wszędzie było bezpiecznie a niektóre pozycje z listy "do zobaczenia" były niedostępne.  Nie podlegało jednak dyskusji, że koniecznie musimy odwiedzić jeden ze sławnych Sky Barów. Jest to absolutny must do i naprawdę gorąco polecam Skybar Siroco. Miejsce to między innymi zasłynęło dzięki komedii "Kac Vegas w Bangkoku". Kurcze ja tego Bradleya Coopera nigdzie nie wypatrzyłam ;( Szybciutko tylko dodam, że tak jak Bangkok jest dosyć tani jeśli chodzi o jedzenie, picie, imprezy itd...to w Sirocco trzeba liczyć się z faktem, że za Mojito zapłacicie ok 70 zł.  Ale naprawdę warto wjechać tam chociaż na jednego drinka. Widoki rządzą! Aha jedna istotna informacja: w Sirocco obowiązuje dress code. Przypuszczam, że chodzi o to aby frywolni Brytyjscy czy Amerykańscy turyści nie zapędzali się w swoich tang topach, dresowych, krótkich spodenkach i i sportowych sandałkach. Zarówno Sky Bar jak i hotel, na którego dachu jest umieszczony są bardzo eleganckie więc wypada się tam ubrać w miarę przyzwoicie :)










Bangkok w pigułce:

Ceny: Bardzo ok pod warunkiem, że nie spodziewamy się wytwornych luksusów. W zasadzie reguła jest taka, że w każdym miejscu na świecie można znaleźć super drogie restauracje dla elity, ale jak dla mnie skrajną głupotą jest chodzenie do nich gdy pod nosem ma się różne smakołyki za grosze.

Co zobaczyć: Wielki Pałac Królewski, Świątynię Leżącego Buddy, Świątynię Szmaragdowego Buddy, Świątynię Świtu, China Town, Pływający Targ,

Dodatkowe atrakcje: Koniecznie Sky Bar, Tajski Boks, Pussy Pong (jest to sławna atrakcja, ale my nie poszliśmy bo brakowało czasu a na dodatek ja się bałam, że dostanę w twarz piłeczką wyskakującą z czyjejś waginy...blee)

Transport: Taksówki polecam, Tuk Tuki- w razie konieczności ( mi w ogóle było jakoś niedobrze po dłuższej wycieczce), Sky Train- Szybki i bardzo wygodny, ale trochę droższy niż pozostałe; Transport wodny- tani, trochę zatłoczony, ale bardzo sprawny.

Zakupy: Bangkok to raj dla zakupoholików. Można tu kupić dosłownie wszystko! Oryginalne rzeczy, podróbki, jedwab, najróżniejsze dziwactwa. Popularne jest tu też szycie ubrań na miarę. Krążą legendy, że garnitur można uszyć już za 100 dolarów. Faktycznie można,ale nie jest to coś warte zachodu. Chyba, że robicie to dla frajdy i zabawy. Jeśli faktycznie zależy Wam na fajnych ubraniach dobrej jakości to będziecie musieli zapłacić dużo więcej. Jak na taki produkt to cena będzie przystępna, ale nie śmiesznie niska. Polecam również centrum MBK, o którym już wspominałam w poście;  niezliczona ilość targów i bazarów a dla fanów sklepów sieciowych polecam Platinium Mall.



                                                                                 Ciao,
SHARE:

6 comments

  1. Po co wstawiasz na publicznego bloga zbliżenie swoich ud, skoror ewidentnie widać, ze są nieogolone? Oczywiscie rozumiem, czas spedzony na podrozy I zwiedzaniu nie sprzyja regular emu depilowaniu calego ciala, ale skoro zrobilas sobie wolne od golarki to po co sie tym chwalisz?#

    ReplyDelete
    Replies
    1. Właśnie po to aby odstraszyć takich plujących jadem marudów jak ty! Skoro tak bardzo ci się ten blog nie podoba to po co właściwie tu wracasz?? Wytłumacz proszę?

      Delete
  2. Hahaha nie mogę ze śmiechu z komentarza wyżej. Widać kogoś ciśnie zazdrość i zgryzota, haha.
    Cudowne zdjęcia kochana:)

    ReplyDelete
  3. what a wonderful photos..beautiful places ..ilove it!

    http://pedisource.com 

    ReplyDelete
  4. hej :) czy można wiedziec jak nazywa się hotel w którym się zatrzymaliście w Bangkoku ? :) POzdrawiam :) Aneta

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hej, hotel to Chillax Resort

      Polecam i pozdrawiam: https://www.chillaxresort.com/

      Delete

© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig