Monday, 10 March 2014

Asian Food I Love You!



        Jestem niesamowitym Łakomczuchem! Uwielbiam jeść moje ulubione potrawy oraz próbować najróżniejszych nowości. Nie znoszę ludzi, którzy nie są otwarci na nowe doświadczenia i z góry zakładają, że czegoś nie lubią. Razem z P. mamy filozofię, że wszystko jest smaczne pod warunkiem, że jest odpowiednio przyrządzone i doprawione tak jak lubimy. Kiedyś P. stronił od krewetek i ryb. Po przekonaniu się, że mogą być pikantne i chrupiące stały się jego specjałem :) W Azji jedzenie jest pyszne, świeże i niedrogie. Na moje nieszczęście również często bardzo pikantne :)








Zarówno w Singapurze jak i w Malezji królują kuchnie Chińska i Indyjska.  Zajadaliśmy się Zupką z kotła, w której można było skomponować sobie danie z ulubionymi dodatkami. Była to niesamowita atrakcja a wszystkie krewetki, kraby, muszle, mięska i inne pyszności były super świeże i rozpływające się w ustach. Na początku trochę trudno było mi wybrać cokolwiek z surowych produktów bo nie wyglądały zbyt apetyczne, ale po chwili obserwowania innych gości restauracji poszłam na całość. Na zdjęciach wygląda to skromnie, ale wierzcie mi kilkukrotnie szliśmy po dokładkę. W poście dotyczącym Singapuru również możecie troszkę przeczytać o naszej pierwszej kolacji w Azji. Za to pierwszy dzień zwiedzania zwieńczony został w Little India obfitą Indyjską ucztą. P. jest gigantycznym fanem kuchni indyjskiej i nie ma mowy aby raz na jakiś czas nie wpaść do restauracji w stylu Bollywood. W Malezji również cieszyliśmy się Indyjskimi smakami.






W Kuala Lumpur można kupić za grosze nabite na patyk kawałki mięsa, ryby, tofu w różnych smakach i przyprawach i szybko usmażyć je w gorącym oleju.


Nic jednak nie pobije Tajskich przysmaków. Ostatnie wakacje sprawiły, że odkryłam moją ulubioną kuchnie i bez dwóch zdań jest to kuchnia Tajska. Różnorodność smaków, dań i przyrządzeń powoduje, że nie można się znudzić. Bez względu na to czy to danie z woka, sałatka z chrupiącymi krewetkami czy pikantna zupa curry. Wszystko jest bardzo aromatyczne i niezwykle doprawione. Tajowie sami przyrządzają najróżniejsze sosy oraz pasty z chilli i imbiru. Podstawą kuch ni tajskiej są właśnie te przyprawy, owoce morza i ryż. Ten ostatni jest dodatkiem zarówno do dań głównych jak i deserów. W przeciwieństwie do ryżu Chińskiego wcale nie jest sypki a zawsze lekko klejący. W ogóle mam wrażenie, że cały pomysł z sypkim ryżem jest jednak wschodnim wymysłem marketingowym jakiegoś Wujka Bena czy coś w tym stylu bo jak dla mnie zachwycanie się suchym sypkim ryżem tylko po to aby za chwile polać go sosem powodującym papkowatą konsystencję dania nie ma żadnego sensu i jak widać w Azji z kultem sypkiego ryżu również się nie spotkałam. Do wielu potraw dodawana jest też miseczka z takim jakby rosołkiem. Cały bajer polega na tym, że nałożony na łyżkę ryż z mięskiem trzeba zamoczyć w tym "rosołku" a wtedy uwalnia się wspaniały aromat potrawy.



Oryginalne tajskie Curry jest pyszne, ale bardzo pikantne. Nawet wersja łagodna pali podniebienie. Ja aby załagodzić troszkę ten żar jadłam do tego dużo kleistego ryżu. Miałam wrażenie, ze trochę pomagał.


Nie ma nic bardziej orzeźwiającego niż świeży kokos o poranku na plaży.











Dodatkiem, którego koniecznie trzeba spróbować jest sałatka z papają i chilli . Poza wspomnianymi już owocami morza i krewetkami, które ja jadłam niemal codziennie nie brakło rarytasów dla mięsożerców. Wyjątkową radość będą mieli fani grillowanych mięs.


Tajskie desery opierają się zazwyczaj na świeżych owocach, których tu jest pod dostatkiem, mleku kokosowym i ryżu. Nie są bardzo słodkie, ale za to pyszne. Jednym z najbardziej popularnych jest ryż z mango i mlekiem kokosowym. Niebo w gębie :) Nadaje się również jako mała przekąska. Poza tym Tajowie często sprzedają smażone lub pieczone na grillu banany. Słodkie pączuszki czy przysmaki z prażonego kleistego ryżu.



Dla fanów bardziej radykalnych doznań - prażone robaki. Nie mogę polecić bo nie próbowałam.


Pod czas ponad trzech tygodni wakacji prawie w ogóle nie piliśmy alkoholu. Za to uzależniliśmy się od bardzo popularnych shaków owocowych. Wypijaliśmy ich po kilka dziennie przy każdej okazji. Zarówno pod czas posiłków w restauracji jak i w budce na wynos. Najpopularniejsze były o smaku mango, arbuza, banana, ananasa i kokosa, ale w niektórych miejscach wybór był o wiele większy. Napój ten przygotowuje się bardzo prosto w zasadzie jest to szklanka kostek lodu zblendowana z wybranym owocem i odrobiną cukru.  Smak rewelacyjny.


Oczywiście na każdym rogu można kupić pokrojone i obrane owoce, które w tej szerokości geograficznej smakują nieziemsko.







                                                                            Ah idę coś przekąsić,

                                                                                         Ciao,

SHARE:

No comments

Post a Comment

© SimpleThings by J. OK.. All rights reserved.
Blogger Template by pipdig